Opis książki
Horror: 100 Best Books
Kim Newman, Stephen Jones

Wydawnictwo:
Carroll & GrafRok wydania:
1998Oprawa:
miękkaFormat:
198 mm x 137 mmJęzyk:
angielskiIlość stron:
368Pierwszym pytaniem, jakie cisnęło mi się na usta jeszcze przed zagłębieniem się w lekturze niniejszego zbioru, było: jaki sens ma chociażby i najbardziej ambitna próba wyłuskania z potężnego, kilkuwiecznego już dorobku literatury grozy i niesamowitości tych stu najbardziej istotnych dzieł? Wszak opinie i gusta są różne, do tego jeszcze każdy ma własne, wskutek czego takie dysputy dość szybko mogą przeistoczyć się w długoletnie waśnie… Ale jednocześnie pozostaje nam zaakceptować zastany stan faktyczny.
A przynosi on nam ten oto zbiór, powstały w wyniku – co sami podkreślają – ciężkiej i żmudnej pracy dwóch redaktorów, od wielu lat zajmujących się nie tylko literackim horrorem. I o ile dla Jonesa takie antologie są chlebem powszednim, to o tyle Newman zajmuje się głównie tworzeniem programów telewizyjnych, tudzież pisaniem powieści, stąd też zapewne bardziej podążał za wytycznymi kolegi po fachu. Do współpracy zaprosili setkę najwybitniejszych współczesnych autorów literatury grozy, z których każdy miał za zadanie przybliżenie jednego, wybranego przez siebie tekstu.
Kolejną zaznaczoną na wstępie sprawą było to, iż nie wszyscy zaproszeni podjęli się tego wyzwania. Już po przejrzeniu spisu treści zauważymy brak kilku doskonale znanych polskim czytelnikom autorów i autorek. Największym nieobecnym zbioru dla mnie osobiście jest James Herbert – zarówno jako recenzent, jak i literacki podmiot recenzji (żadna z jego powieści nie trafiła w gusta pozostałych kontrybutorów). Szczupłe grono kobiet – literatek pomniejszył jeszcze brak Anne Rice (jej Wywiad z wampirem także figuruje tu tylko tytularnie) i Tanith Lee. Jakoś podejrzanie nie zdziwił mnie brak Deana Koontza (niemalże całkiem pominiętego przez redaktorów), podobnie sprawa ma się z Johnem Saulem, Christopherem Fowlerem i Johnem Farrisem, a jakże popularni w naszym kraju – Brian Lumley i Graham Masterton – jedynie dzielą się swymi refleksjami na temat dzieł innych. Rynek literackiej grozy jest jednak na tyle bogaty, iż edytorom nie zabrakło innych kandydatur do skompletowania obsady swego zamierzenia.
Jak wygląda ten plebiscyt od strony merytorycznej? Wbrew nieco mylnej informacji na wstępie, nie odnajdziemy tu tekstów z pierwszego wieku naszej ery (chociażby Ajschylosa) – figurują one dopiero w zdawkowej wyliczance "drugiej setki", znajdującej się na końcu opracowania. Tam również trafiły wszelkie teksty napisane po 1988 roku, a na okładce wydania jubileuszowego (które posiadam) uwzględnione jako "update". No cóż, widocznie spodziewałem się czegoś innego… Moje rozczarowanie znalazło swe wytłumaczenie w fakcie istnienia drugiej części antologii duetu Newman-Jones (wydanej w 2005 roku pod tytułem "Another 100 horror books"), jednak to temat na inną rozprawę.
Na pierwszy ogień idzie tutaj Barker ze swymi refleksjami dotyczącymi słynnego tekstu Marlowe’a o doktorze Faustusie i od początku poznajemy metodę autorów dzieła: krótka, napisana kursywą wzmianka o fabule i publicznej recepcji danego tekstu, a następnie opinia wybranego recenzenta na jej temat. Najczęściej są to wywody bardzo krótkie, w najlepszym wypadku 3-4 stronicowe, a twórcy dość często stosują raczej "akademickie" rozpracowanie kwestii – cytaty popierające postawioną tezę, uzasadnienie wyboru, z rzadka osobiste dygresje… Oprócz recenzji stworzony bezpośrednio na potrzeby antologii, czytelnik może spotkać tu też prawdziwe "perełki z lamusa", a mianowicie wywody panów Poego i Lovecrafta na temat ich własnych inspiracji.
Właśnie: inspiracja jest w tym wypadku słowem kluczowym. Cytowany już Barker czy King właśnie natchnienie podają jako czynnik swych wyborów, co też nierzadko czynią inni zaproszeni do współpracy. Lekkim oderwaniem od przyjętej, dość "suchej" konwencji są nieszablonowi w swych określeniach Gaiman i Pratchett, tworzący małą recenzencką perełkę (i osobisty hołd) syn Richarda Mathesona czy wreszcie heavy-metalowo-gore’owy jak zwykle Shaun Hutson. Co najciekawsze, nie zabrakło też sławetnego Guya Smitha…
A o czym możemy przeczytać? Tu też nie brakuje niespodzianek. Kilka antologii, wiele evergreenów grozy, na czele z Psychozą, Upiorną opowieścią czy Potępieńczą grą. Ale i tuziny wręcz dzieł, o których wielu fanów literackiej grozy w naszym kraju zapewne nigdy wcześniej nie słyszało – a po które jednak, ze względu na zachętę recenzentów i opiewaną tematykę, z pewnością warto by sięgnąć. Mnie osobiście ucieszyła w rankingu obecność takich rarytasków jak przetłumaczone na język polski Pieśń boginii Kali Simmonsa czy Las ożywionego mitu Holdstocka. A że wielu "pożeraczy" horrorów w formie pisanej nadal nie kojarzy, kim byli Richard Laymon czy Dennis Wheatley… no cóż, nikt nie jest doskonałym.
Podsumowując, jest to zatem pozycja głównie dla fanów i fanatyków – przeciętnego Kowalskiego raczej nie zachęci do czytania, a już na pewno nie do sięgnięcia po horror. W końcu to raczej kompendium wiedzy, anegdotek, niemalże wyliczanka, niezbyt przydatna nawet przy pisaniu pracy naukowej na dany temat. Można do niej sięgać wielokrotnie, aby po raz wtóry zerknąć, co dany autor sądzi o konkretnym tekście – warto potraktować ją także jako wprowadzenie do poznawania tego gatunku, gdy już złapie się odpowiedniego "bakcyla". Wówczas jest niezastąpioną, a może i nawet posłużyć jako inspiracja do stworzenia własnego rankingu? Chwała redaktorom i kontrybutorom za włożoną w powstanie tej pozycji pracę, jednak chcących poznać prawdziwy wgląd w sedno literatury grozy, odsyłam chociażby do Danse Macabre Kinga (który zresztą również na jej łamach bawił się w tworzenie prywatnych "rankingów").