Recenzja horroru

Horror Chronicle of the Raven

Chronicle of the Raven (Kroniki kruka)

Tytuł oryginalny:

Chronicle of the Raven

Reżyseria:

Daniel de la Vega

Scenariusz:

Daniel de la Vega, Pablo Parés, P.J. Pettiette

Obsada:

Faye Dunaway, Gina Philips, Duilio Marzio, Nicolás Pauls

Kraj:

Argentyna / USA

Rok produkcji:

2004

Czas trwania:

96 minut

Horror Chronicle of the Raven - zdjęcie 1Horror Chronicle of the Raven - zdjęcie 2Horror Chronicle of the Raven - zdjęcie 3Horror Chronicle of the Raven - zdjęcie 4Horror Chronicle of the Raven - zdjęcie 5Horror Chronicle of the Raven - zdjęcie 6

Młoda Amerykanka Jennifer przybywa do Agentyny na pogrzeb swojej siostry-bliźniaczki i zatrzymuje się w potężnym i mrocznym domu rodzinnym. Zamieszkuje go zdziwaczała i niezbyt przyjemna babka dziewczyny, która nie zgadza się na sprzedaż posiadłości. Opowiada Jennifer historię klątwy od lat nękającą ich rodzinę. To właśnie owa klątwa była przyczyną zgonu siostry-bliźniaczki, a jej działanie wiąże się z bardzo nietypową, nieuleczalną chorobą powodującą wycieńczenie organizmu, po krótkim czasie prowadzącą do zgonu. Niespodziewanie również i Jennifer dopada ta dziwaczną dolegliwość. Dziewczyna ma niewiele czasu, by dowiedzieć się co jest przyczyną śmiertelnej klątwy i w jaki sposób może się jej pozbyć.

Podczas seansu "Chronicle…" można odnieść wrażenie déjà vu. Nie chodzi o sam temat domu skrywającego mroczny sekret, lecz o sceny oraz pomysły, które przywodzą na myśl szereg innych pozycji gatunku, z których mnie najbardziej rzucił się w oko opętany przez demony wózek inwalidzki rodem z "The Changelling" Petera Medaka. Takie sceny-cytaty pojawiają się dosyć często, niemal od początku projekcji, dlatego też trudno oprzeć się wrażeniu, że zarówno reżyserom jak i scenarzystom w krótkim czasie wyschło źródełko z własnymi pomysłami. Z pewnością nie jest łatwym zadaniem, o ile w ógole możliwym nakręcenie filmu, w którym widz nie doszuka się nawiązań do wcześniejszych obrazów. W obecnych czasach jest praktycznie nieuniknione mniej lub bardziej świadome kopiowanie czy odwoływanie się do wcześniejszych pomysłów. Jednak w tym wypadku wydaje się, że twórcy byli pod zbyt silnym wpływem wcześniejszych pozycji gatunku i chcieli złożyć w bardzo krótkim czasie zbyt wiele hołdów dla innych filmów. Efektem jest film posklejany ze znanych motywów, w szczególności bazujący na literaturze Edgara Allana Poe, zarówno w sposób bezpośredni (cytaty z "Kruka") jak i pośredni (pomysły zaczerpnięte m.in. z "Pogrzebanych żywcem"), który niestety tylko momentami potrafi przyciągnąć uwagę widza. W kilku scenach "Chronicle…" może nawet budzić grozę, zwłaszcza w tych z udziałem wymęczonej i przerażonej ciotki. Jej wysuszona, wykrzywiona przerażeniem twarz o podkrążonych oczach, która wyłania się nagle z ciemności, potrafi przyprawić o dreszczyk niepokoju. Złowieszcze cienie pokrywające ściany przywołują pozytywne skojarzenia z innymi, dobrymi filmami grozy, a posępne domostwo wyraźnie akcentuje gotycki charakter filmu. Widać, że nacisk położono na atmosferę, co zresztą potwierdzają sami twórcy, którzy za wszelką cenę starali się nadać swojej historii odpowiedni klimat, podając za jedno ze swoich inspiracji "Dziecko Rosemary" Polańskiego. Natomiast gore zostało tutaj skutecznie ograniczone. Tylko kilka razy w trakcie projekcji trafią się sceny, w których kruki podskubują ciało jakiegoś nieszczęśnika. Byłoby znacznie lepiej gdyby pojawiło się filmie odrobinę więcej makabry, co w naturalny sposób zwiększyło by dawkę ekranowych emocji. Choć równie dobrze reżyserzy całkowicie mogli z niej zrezygnować. Krawe sceny są w sumie całkiem dobrze wplecione w opowiadaną historię, jednak autorom chyba zabrakło nieco odwagi na pokazanie czegoś bardziej krwawego czy dosłownego. A szkoda, bo motyw pojawiających się w snach kruków wyjadających ludzi od wewnątrz jest dość interesujący i można tylko żałować, że nie udało się go bardziej wyeksponować. Mitologia związana w tymi padlinożernymi ptakami jest bogata i fascynująca, dlatego mogła stanowić podstawę do opowiedzenia naprawdę oryginalnej i wciągającej historii. Temat sennych mar i mieszania się ich z rzeczywistością został tu również niepotrzebnie zepchnięty na drugi plan, bo choć jest on doskonale znany w historii gatunku, to daje duże pole do popisu nie tylko dla scenarzystów, ale i dla reżyserów. Jedna z ciekawszych scen w filmie to ta, w której główna bohaterka nieświadoma swojego stanu, spotyka własne, umierające ciało. Szkoda, że o dobrych momentach łatwo zapomnieć, bo większa część obrazu nie daje satysfakcjonującego efektu, a przewidywalna końcówka pogłębia zawód.

Dużym rozczarowaniem jest obsadzenie w głównej roli Giny Philips, którą polubiłem za rolę w "Smakoszu" Victora Salvy. Aktorka wydaje się być całkowicie niezainteresowana tym, co się wokół niej dzieje. Wyraźny dystans do produkcji, widoczny chłód i brak zaangażowania aż kują w oczy i niestety działają negatywnie na odbiór filmu. To samo dotyczy również Faye Dunaway, która z kolei sprawia wrażenie osoby nieco nadinterpretującej swoją rolę. Po obu paniach widać brak odpowiedniego podejścia do powierzonego im zadania i trudno nie podejrzewać, że ich występ spowodowany był jedynie względami finansowymi. Oczywiście "Chronicle of the Raven" nie jest najbardziej ambitnym projektem, ale mimo wszystko, z czystej przyzwoitości, powinno się włożyć w to więcej serca. Inaczej nawet drętwy aktor grający opiekuna cmentarza, który wymawia swoje kwestie w wyjątkowo toporny sposób, nie budzi takich negatywnych uczuć, co dwie zdecydowanie bardziej doświadczone koleżanki po fachu. Od nich z kolei gorszy jest jedynie bezuczuciowy i mechaniczny Nicolás Pauls jako pojawiający się znikąd chłopak Jennifer.

Zwykły, przeciętny, słabo zagrany i zbyt licznie czerpiący z innych pozycji gatunku film, który momentami udanie wpisuje się w konwencję współczesnego horroru z domieszką gotyckiego klimatu. I choć odwołuje się do literackich dokonań Poe’go, to trzeba jasno powiedzieć, że nie dostarcza on nawet w części takich emocji co twórczość tego sławnego autora. Dlatego ten nieco sztywny, zbyt stonowany i łatwo wypadający z pamięci film nie zasługuje na jakąś szczególną rekomendację. Z braku innych pozycji można po niego sięgnąć, choć w żadnej mierze nie jest to kino grozy na wysokim poziomie.

Ocena: 3/6

Autor: Mort