Recenzja horroru

Love Zero Infinity
Tytuł oryginalny:
Iyarashi Hitozuma: Nureru
Reżyseria:
Hisayasu Sato
Scenariusz:
Shiro Yumeno
Obsada:
Kiyomi Ito, Takeshi Ito, Ryumei Homura, Satomi Shinozaki, Dai Hiramitsu
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1994
Czas trwania:
62 minuty
"Chcę zrobić film, który doprowadzi widownię do szaleństwa, spowoduje, że popełni ona morderstwo." – Hisayasu Sato, cytat pochodzi z książki Jacka Huntera "Eros in Hell".
Japoński diabeł pinku eiga Hisyasu Sato tworzy konfrontacyjne kino przeznaczone dla ludzi o mocnych nerwach. W filmach reżysera roi się od gwałtu, sadomasochizmu, fetyszyzmu i rozmaitych aberracji seksualnych. Nietuzinkowa twórczość Japończyka bywa porównywana do cielesnego horroru Davida Cronenberga: akcja pinku Sato toczy się w miejskich dystopiach, w sterylnym otoczeniu, w cieniach którego kryje się rozkład. Jego bohaterzy są wyalienowani, transgresyjni, szukają afirmacji życia w prostytuowaniu, samookaleczaniu i podglądaniu zatraciwszy się przy okazji w narkotykach i nowoczesnych technologiach komunikacji. U Sato dominuje nerwowa, wyblakła atmosfera wobcowania, za konsumpcyjnym rajem wieżowców, sklepów i eleganckich restauracji, iluzją normalności czai się perwersja i tłumione pożądanie. Świat Japończyka zaludniają wyrzutki, osoby niezdolne do stworzenia jakiejkolwiek więzi emocjonalnej (chyba że przez przemoc), szukające anonimowości wśród obojętnego tłumu, kryjące się na wysypiskach śmieci i dachach, w kabinach portowych i namiotach. Tematem przewodnim twórczości reżysera jest dyskomunikacja (brak komunikacji międzyludzkiej), unikanie relacji interpersonalnych poprzez zamykanie się w sobie. Odbiorca filmów Sato staje się podglądaczem podatnym na wizualne i auralne narzędzia, a sceny są pokazywane przy pomocy ukrytych kamer, fotografii, fotokopii, taśm video, co jeszcze bardziej utrudnia identyfikację personalną. Dla przykładu w "RE-WIND" (1988) przerażająca taśma snuff video zostaje odnaleziona w porno kabinie. Kiyomi Ito i jej chłopak oglądają film: widok z pierwszej perspektywy kobiet mordowanych przez maniaka seksualnego, przecinanie ich nadgarstków, tryskająca z arterii krew, wyrywane paznokcie. W hołdzie "Peeping Tom" (1960) Michaela Powella okazuje się, że to kamera jest narzędziem zbrodni, bowiem kryje w sobie ostrze. Zamiast przedstawiać obiektywnie rzeczywistość obraz nagrywany wykrzywia ją.
Jeden z najlepszych pinku eiga Sato "Love – Zero = Infinity" (1994) stanowi alegorię strachu przed wirusem HIV. Besho (Takeshi Ito) zamyka się w sobie po utracie dziewczyny, którą kochał. Zwolniony z pracy w telewizji śledzi nieznajomych (Niezidentyfikowane Obiekty Podążające) poruszających się w mrówczym pędzie ulicami Tokio. Na wysypisku gnijących odpadów natrafia na punka i jego dziewczynę. Para osiąga stan erotycznego spełnienia poprzez wstrzykiwanie sobie nawzajem krwi. W końcu ‘życie mknie nieprzerwanie ku śmierci’... Po Shinjuku grasuje seryjny morderca-wampir utaczający ofiarom krwi. Na ślad Besho natrafia doktor, mąż tajemniczej kobiety w czerni (Kiyomi Ito). Mężczyzna twierdzi, że jego żona ponosi odpowiedzialność za serię morderstw i nakazuje Besho ją śledzić. Uzależniona od dermatologicznego narkotyku, który powoduje chorobę skóry przy kontakcie z promieniami słońca kobieta szuka zemsty na farmaceutach, którzy wypuścili na rynek produkty zakażone wirusem HIV. Szybko okaże się, że cała historia ma drugie dno...
Sponsorowany przez wytwórnię Koukei mroczny i depresyjny pinku, zbyt posępny jak na wymagania rynku filmowej erotyki sprawił, że rozczarowany Sato zaczął się z niego wycofywać. Trudno nie wykazać podobieństw "Love – Zero = Infinity" do biologicznej grozy Davida Cronenberga. Z filmu Sato wyziera strach przed śmiercią, chorobą pożerającą ciało nosiciela prowadzącą do wyniszczenia organizmu, do której mogą przybliżyć nas naturalne pragnienia seksualne. Seks w "Iyarashi Hitozuma: Nureru" jest wyzuty z miłości, kliniczny, sterylny, z użyciem wazeliny na pokrytym lateksem materacu. Bohaterowie pinku Sato mają obsesję na punkcie higieny, obawiają się ciał innych i momentu fizycznego zbliżenia. Nie ma w tym filmie miejsca na przerażone widokiem krucyfiksu wampiry, które uśmierca woda święcona. Koncept wampiryzmu służy tutaj jako metafora histerii przed epidemią wirusa HIV. Świadczy o tym chociażby raczej niesmaczne nawiązanie tytułu filmu do popularnego w latach 80-tych sloganu aktywistów na rzecz AIDS/ HIV "Silence = Death".