Recenzja horroru

Madness
Tytuł oryginalny:
Vacanze Per Uno Massacro
Reżyseria:
Fernando Di Leo
Scenariusz:
Fernando Di Leo, Mario Gariazzo
Obsada:
Joe Dallesandro, Lorraine De Selle, Patrizia Behn, Gianni Macchia
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1980
Czas trwania:
86 minut
Zmarły 1 grudnia 2003 roku Fernando Di Leo zasłynął głównie z włoskich ‘polizioteschi’ ("La Mala Ordina –1972, "The Kidnap Syndicate – 1975) okazjonalnie zbaczając na tory kina grozy (giallo "Slaughter Hotel" z 1971 roku). Za jego najbardziej ceniony film uchodzi "To Be Twenty" (1978) – erotyczna komedia nawiązująca do hipisowskiej rewolucji seksualnej zwieńczona brutalnym mizantropijnym zakończeniem. Występujący pod anglojęzycznym tytułem "Madness", "Vacanze..." to osiemnasty obraz w jego nader zróżnicowanym dorobku i równocześnie jedna z ostatnich produkcji spod ręki Włocha. Pierwotnie reżyserować miał Mario Gariazzo ("L’Ossessa" – 1974 rok, pornograficzne giallo "Play Motel" – 1979), lecz na skutek presji ze strony studia producent Fabio Diotallevi nakłonił do realizacji Di Leo. Pomysł wyjściowy "Vacanze..." zaczerpnięto z popularnego w latach 70-tych nurtu rape & revenge zapoczątkowanego przez skandalizujący horror Wesa Cravena "Ostatni dom po lewej" i charakteryzującego się strukturalnym podziałem na trzy akty. W pierwszym kobieta pada ofiarą (zazwyczaj zbiorowego) gwałtu i seksualnej przemocy; drugi skupia się na traumatycznych przeżyciach i stopniowym procesie rehabilitacji zgwałconej, natomiast trzeci spaja krwawy rewanż ofiary na sprawcach. Oczywiście istnieją odstępstwa od reguły: brutalnej zemsty może dokonać najbliższa rodzina bądź inny krewny pokrzywdzonej.
Z więzienia ucieka niebezpieczny kryminalista Joe Brezy (znany z eksponowania swojego umięśnionego ciała w eksperymentach filmowych Warhola Joe Dallesandro). Zabija widłami miejscowego farmera, który podjął z nim walkę i kradnie zamordowanemu samochód. Zmierza w kierunku małego wiejskiego domku w górach Abruzzi, w którym ukrył zrabowane wcześniej 300 milionów lirów. Krąży wokół niego niczym cień obserwując zachowania przyjezdnych lokatorów. Sergio uwielbia polowania o świcie – przy okazji łączy go płomienny romans z Lilian (Lorraine De Selle), siostrą oszukiwanej żony Paoli. Kiedy Paola jedzie do miasta po zakupy w radiu słyszy niepokojący komunikat policji o zbiegłym przestępcy. Lilian opala się skąpo odziana na podwórku. Zaskakuje ją Joe, pozbawia przytomności mocnym uderzeniem i zabiera z powrotem do domku. Po przebudzeniu żąda od niej kawy. Gwałci De Selle ("Jesteś dobrym kochankiem" – stwierdza rozpromieniona kobieta po wymuszonym akcie seksualnym) i każe jej rozwalić kilofem palenisko, pod którego powierzchnią schowana jest forsa. Kiedy w domostwie pojawiają się Paola oraz Sergio, bierze ich jako zakładników i zaczyna parą manipulować opowiadając o romansie siostry z mężem. Wszystko nieuchronnie zmierza do wybuchu przemocy...
Skromna produkcja z czteroosobową obsadą i opresyjnym, klaustrofobicznym nastrojem zaszczucia. Odludna lokacja sprzyja ukazaniu psychologii postaci w negatywnym i neurotycznym świetle, co z kolei prowadzi do wykreowania suspensu – zarówno w dialogach, jak i w fabule. Di Leo nigdy nie uważał "Vacanze..." za swoje do końca udane dzieło, lecz przyjęcie filmu wśród widowni było nadzwyczaj ciepłe. Co ciekawe, oryginalny tytuł filmu "Vacation for a Massacre" należał do starego scenariusza spaghetti westernu, napisanego przez reżysera w późnych latach 70-tych. Znany z świetnej ekspresji oczyma Dallesandro (co też Di Leo skrzętnie wykorzystuje w paru ujęciach) wprawdzie gra mało przekonywująco, ale jego postura fizyczna robi wrażenie. Pamiętna z "Cannibal Ferox" i "House on the Edge of the Park" Lorraine De Selle regularnie raczy wzrok widza zmysłowym widokiem nagiego ciała. Ekscentryczna, nastrojowa ścieżka dźwiękowa Luisa Enriqueza Bacalova z motywem przewodnim zapożyczonym z thrillera "The Designated Victim" (1971), na którą składają się wpływy muzyki klasycznej i psychodeliczne gitarowe riffy, maluje obraz dysfunkcjonalnej rodziny tkwiącej we własnym psychoseksualnym piekle. Ów szorstki, chwilami nieprzyjemny film pragnę przede wszystkim zarekomendować zwolennikom włoskiego kina eksploatacji.
DVD Raro Video zawiera czytelne i – co istotne – gramatycznie poprawne angielskie napisy i choć zdarzają się drobne wpadki z rozmazanym obrazem nie rzutują one specjalnie na odbiór całości. Skąpa ilość dodatków (biografia/ filmografia Di Leo plus notki o filmie) nieco rozczarowuje, dokucza zwłaszcza brak audio komentarza jako suplementu, lecz w przypadku włoskich wydań zapomnianych filmów nie wolno wymagać zbyt wiele...