Recenzja horroru

Spider Labirinth
Tytuł oryginalny:
Nido del Ragno, Il
Reżyseria:
Gianfranco Giagni
Scenariusz:
Riccardo Aragno,Tonino Cervi
Obsada:
Roland Wybenga, Paola Rinaldi, Margareta von Krauss, Claudia Muzi, Stéphane Audran
Kraj:
Włochy
Rok produkcji:
1988
Czas trwania:
86









Jest schyłek lat 80-tych. Włoskie kino grozy wydaje swoje ostatnie tchnienie. Złota era dawnych mistrzów bezpowrotnie przemija. Giganci Italii albo odłożyli kamery do szafy, albo opuściła ich muza. W tym czasie upadku powstają jednak dwa arcyciekawe filmy grozy, będące swego rodzaju łabędzim śpiewem włoskiego filmowego horroru. Myślę o "La Chiesa" (1989) Michaele Soaviego i "Il Nido del Ragno" Gianfranco Giagniego. Pierwszy jest, moim skromnym zdaniem, mocno niedoceniany, drugi zaś - w zasadzie zapomniany. O ile "La Chiesa" jest dziełem mistrzów i starych rzemieślników kina grozy, wspartym niemałym budżetem, o tle "Il Nido del Ragno" stworzone jest przez osoby nie związane wcześniej z filmowym horrorem. Wyjątkiem jest tu oczywiście odpowiedzialny za efekty specjalne Sergio Stivaletti, który zresztą osobą swoją łączy dwie wspomniane powyżej produkcje. Tym co łączy obie produkcje jest przemyślana, oparta na solidnych literackich i pozaliterackich źródłach, fabuła. W przypadku "La Chiesa" źródłami tymi są tradycja alchemiczna, w szczególności "Le Mystère des Cathédrales" enigmatycznego Fulcannelego oraz gotycka architektura i symbolika. Źródła inspiracji twórców "Il Nido del Ragno" to przede wszystkim klasyka literatury grozy: Lovecraft i Ewers oraz klasyka włoskiego filmowego horroru- Bava, Argento, Martino i Lado.
Fabuła filmu zdradza potężny wpływ twórczości Howarda Philipsa Lovecrafta, w szczególności opowiadania "The Whisperer in Darkness". Bohaterem obrazu jest nadzwyczaj młody i przystojny profesor Alan Whitmore, dręczony przez arachnofobię lingwista i specjalista od zapomnianych języków. Zostaje on wysłany do Budapesztu celem skontaktowania się z profesorem Rothem. Obaj naukowcy biorą udział w międzynarodowym projekcie Intextus, mającym na celu przetłumaczenie starożytnego tekstu, dotyczącego sekretnego kultu pajęczokształtnego bóstwa. Profesor Roth był najbardziej zaawansowany w swoich badaniach, jednakże z nieznanych przyczyn wszelki kontakt z nim urwał się. Profesor Whitmore wyrusza na poszukiwanie Rotha oraz uzyskanej przez niego wiedzy, w czym pomaga mu seksowna asystentka starego profesora – Genevieve. Wkrótce jednakże okazuje się, że malowniczy Budapeszt to tylko fasada, za którą kryje się ponury labirynt kłamstw, pozorów i zbrodni, zaś dawne bóstwa nie są do końca umarłe i ciągle kierują światem ze pomocą legionów ukrytych wyznawców. Tropem Withmora podąża demoniczna zabójczyni, każda napotkana prze niego osoba zdaje się być częścią spisku a wraz z postępem w uzyskiwaniu gnozy cały świat wokół Whitmora osuwa się w koszmar z innego wymiaru. A to dopiero początek. Poznanie ukrytej prawdy o świecie jest bowiem zawsze droga bez powrotu.
Pradawne bóstwa, sekretne kulty, czarny kamień zapisany tajemniczymi znakami, atmosfera kosmicznego nihilizmu oraz skrajny pesymizm – wszystkie te elementy to czysty, soczysty lovecraftianizm, będący szkieletem "Il Nido del Ragno". Co więcej, jest to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza, z prób przeniesienia klimatu twórczości HPL’a na ekran. Znakomicie łączy kosmiczny horror z onirycznym, psychodelicznym klimatem Krainy Snów. W scenie, kiedy Withmore miota się w wymarłym labiryncie olśniewających, acz złowrogich, uliczek stolicy Węgier, Budapeszt staje się przedsionkiem nie tyle Arkham, co Sarnath, Leng czy Ultharu. Co więcej w "Il Nido del Ragno" ukryta jest pośród innych wątków ekranizacja krótkiego arcydzieła grozy Hannsa Heinza Ewersa "Die Spinne" ("Pająk"). Ten genialny niemiecki pisarz, został niestety wyklęty przez swój romans z nazizmem i niesłusznie wyegzorcyzmowany niemal zupełnie ze świadomości fanów grozy. Tym większa chwałę należy oddać twórcom "Il Nido…" , że wskrzesili i przenieśli na srebrny ekran jedno z najbardziej niepokojących dzieł tego zapomnianego pisarza. Lovecraft i Ewers – czego można chcieć więcej w jednym filmie?
Jeżeli chodzi o czysto filmowa stronę "Il Nido …", to nawiązuje ono do najlepszych tradycji włoskiego kina grozy. Już zamieszczony powyżej skrót fabuły z pewnością przyspieszył bicie serca każdego maniaka giallo. Skojarzenia z "La Corta Notte delle Bambole di Vetro", "Il Profumo della Signora in Nero" czy "Tutti i Colori del Buio" są jak najbardziej uprawnione i, jak się domyślam, zamierzone. W szczególności dzieło Lado musiało stanowić silną inspirację dla Riccardo Aragno i Tonino Cervi. Znakomite wykorzystanie architektonicznego potencjału Budapesztu, duszna atmosfera spisku sięgającego wszędzie swoimi mackami … przepraszam, odnóżami, wszechobecny klimat paranoi – wszystkie te elementy łączą "Il Nido del Ragno" z "La Corta Notte delle Bambole di Vetro". Również wizualnie film nawiązuje do dobrych włoskich tradycji. Psychodeliczne, inspirowane niewątpliwie "Suspirią" oświetlenie zmienia pyszne, barokowe wnętrza w pałace z innego świata. Zabójstwo pokojówki o zbyt długim języku, to jeden wielki cytat z arcydzieła Argento. Rytm akcji i rytm światła narastają jednocześnie aż do krwawej kulminacji. Gratka dla każdego fana twórczości Dario Argento. Słusznie zresztą w jednej z internetowych recenzji wskazano, ze to "Il Nido del Ragno" powinno być zwieńczeniem "Trylogii Matek". Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza po obejrzeniu "La Terza Madre". Niestety w 1989 roku Dario Argento nie potrafił już kręcić filmów.
No właśnie, czas odpowiedzieć na ostateczne pytanie – arcydzieło czy jedynie zapomniany klejnocik? Mimo całej mojej sympatii dla filmu, nie mogę z czystym sumieniem zaliczyć go do arcydzieł. "Il Nido del Ragno" ma w sobie olbrzymi potencjał, jednak liczne drobne niedociągnięcia znacznie osłabiają jego moc. Przede wszystkim tempo akcji jest bardzo powolne. Twórcom trudno jest utrzymać koncentrację widza, który łatwo gubi się w mnogości wątków. Spirala strachu, którą umiejętnie nakręcali dawni mistrzowie giallo wciągała widza w głąb króliczej nory z zapierającym dech w piersiach tempem, które pozwalało na zlekceważenie największych nawet dziur w fabule. Wolne tempo "Il Nido del Ragno" daje niestety czas na kontemplację rozmaitych potknięć, czy to fabularnych, czy to aktorskich. Również efekty specjalne Stivalettiego i charakteryzacja nie wytrzymały próby czasu. Konia z rzędem temu, kto nie parsknie podczas pierwszego ataku Pajęczej Zabójczyni. Gdyby teledysk do piosenki "Lullaby" The Cure nie powstał później, śmiało zaliczyłbym go do źródeł inspiracji twórców "Il Nido…" – zły, baaardzo zły Robert Smith. Szkoda. Mimo dużej ilości znakomitych pomysłów, artystycznego zacięcia oraz dobrych chęci zabrakło twórcom filmu nieco zwykłego filmowego rzemiosła. Strach pomyśleć co powstałoby z tego filmu, gdyby chwycił się za nie dawny Argento czy nawet Fulci ze swojego złotego okresu.
Niezależnie od drobnych niedostatków "Il Nido del Ragno" jest znakomitym, niesłusznie zapomnianym kawałkiem włoskiego kina grozy. Dla fanów Lovecrafta i miłośników giallo – obowiązkowy punkt programu!