Recenzja horroru

Music of Erich Zann, The
Tytuł oryginalny:
Music of Erich Zann, The
Reżyseria:
John Strysik
Scenariusz:
John Strysik
Obsada:
Robert Rothman, Robert Alexander, Darryl Warren, Barbara Snapp
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1980
Czas trwania:
17 minut






Z zasady "Danse Macabre" nie zamieszcza recenzji filmów krótkometrażowych, jednakże "The Music of Erich Zann" jest filmem zasługującym na to, by zrobić dla niego wyjątek. Dodatkowym usprawiedliwieniem poczynionego wyjątku jest fakt, iż film w reżyserii Johna Strysika jest ekranizacją jednego z opowiadań Howarda Philipsa Lovecrafta, którego 119 rocznicę urodzin obchodzimy kilka dni temu. Opowiadanie, które stało się podstawa scenariusza "The Music of Erich Zann" jest uznawane za jedno z najlepszych dzieł Mistrza, który w tej krótkiej, niemal ascetycznej w swojej konstrukcji opowieści, zdołał zamieścić esencję kosmicznego horroru. Nie da się również ukryć, iż jest to jedno z najtrudniejszych do filmowej adaptacji dzieł Samotnika z Providence. Pozbawione dialogów opowiadanie zbudowane jest ze wspomnień bezimiennego narratora, który w obskurnej kamienicy położonej przy Rue d,Auseil uchylił zasłony Nieznanego. Groza nie kryje się w rzeczach które można po prostu ukazać za pomocą środków sztuki filmowej, lecz ukryta jest w tym, co niewidoczne i niewypowiedziane. Lovecraft w typowy dla siebie sposób angażuje odbiorcę, używając jego wyobraźni do współtworzenia prawdziwego horroru. Zostawia nas z poczuciem niedosytu i rozpaczliwym pytaniem, jakie bluźniercze tajemnice zapisał Zann na utraconych kartkach. Niedosyt ten zmusza nas jednak, jak narratora opowiadania, do ciągłego powracania do tajemnicy poddasza przy Rue d’Auseil. Każda, choćby nie wie jak wysublimowana i przerażająca odpowiedź byłaby bowiem mniej straszna i pobudzająca wyobraźnię niż samo pytanie. Lovecraftowa metoda straszenia stawia przed filmowcami biorącymi na warsztat jego opowiadania nie lada wyzwanie. Większość adaptacji przykrawa wizje Mistrza do filmowego szablonu, rezygnując z prób oddania klimatu kosmicznego horroru, dodając więc akcji, erotyki, uwspółcześnionych wątków i, last but not least, gumowych potworów. Sztandarowymi przykładami tego podejścia są produkcje Stuarta Gordona i Briana Yuzny, które w świadomości wielu osób uczyniły z ekranizacji opowiadań Lovecrafta symbol horroru klasy B. Na szczęście istnieje garstka artystów, którzy za wszelka cenę starają się zachować w swoich filmach jak najwięcej z Lovecraftowego oryginału, co często zmusza ich do poszukiwania niezwykłych form filmowej narracji, jak ma miejsce przypadku niemego "The Call of Cthulhu" Andrew Lemana. Całościowa analiza ekranizacji opowiadań Mistrza pozwala na sformułowanie ogólnej reguły: im wierniejsza jest adaptacja, tym lepszy film. Ta właśnie drogą podążyli twórcy "The Music of Erich Zann". Film jest tak wierny opowiadaniu, jak jest to tylko możliwe. Dotyczy to nie tylko samej fabuły, lecz i mrocznego klimatu opowieści. Strysik nie uległ zgubnej pokusie przeniesienia akcji opowiadania do współczesności, wręcz przeciwnie, drobiazgowo podkreśla i wykorzystuje potencjał przeszłości. Obskurne pokoje ozdobione podniszczoną sztukaterią, wąskie klatki schodowe, i ciasne poddasze oświetlone wątłym światłem naftowych lamp znakomicie oddają duszny nastrój kamienicy przy Rue d’Auseil i nadają obrazowi wymiar sennego koszmaru. Spośród aktorów z pewnością laur pierwszeństwa należy się Robertowi Alexandrowi, który znakomicie odegrał rolę znajdującego się na krawędzi załamania nerwowego geniusza – Ericha Zanna. Oglądając film i ciesząc się jego walorami widz nie może jednak pozbyć się obawy o to, jak będzie wyglądał moment kulminacyjnego zerknięcia poza zasłonę w otchłań Nienazwanego. Twórcy "The Music of Erich Zann" niespodziewanie dobrze poradzili sobie z tym zadaniem. Wykorzystując naprawdę proste i tanie metody osiągnęli swoje cele bez ocierania się o śmieszność czy wykorzystania wspomnianych na wstępie gumowych potworów. Jest to kolejny przykład na to, iż wyobraźnia twórców jest warta o wiele więcej niż kosztowne efekty specjalne. Tym samym "The Music of Erich Zann", pomimo iż jest filmem wyprodukowanym przy śladowym budżecie jest jednocześnie jedną z najlepszych adaptacji prozy Lovecrafta, z która każdy wielbiciel twórczości Mistrza powinien się zapoznać.